PRZEPOWIEDNIE MARYI O LOSACH POLSKI • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 14221426281
Według legendy przytoczonej przez Czesława Miłosza przepowiednię podyktował "duch Mickiewicza" [6]. Według Miłosza oryginał zapisu seansu z Tęgoborza przechowywany był w Bibliotece Ossolińskich we Lwowie i zaginął po II wojnie światowej, a przepowiednię opublikowano po raz pierwszy w 1912, w Gazecie Narodowej, wydawanej we Lwowie
Przepowiednie Maryi o losach Polski • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 13970870737
o. Józef Maria Bartnik SJ i Ewa Storożyńska zebrali zachowane świadectwa i odkryli jeszcze jeden, niezwykle cenny rys zjawienia Maryi na przedpolu Warszawy. Otóż Maryja miała się ukazać na niebie w takiej postaci, jak jest przedstawiona na czczonym w kościele ojców jezuitów na Starym Mieście w Warszawie obrazie Matki Bożej
PRZEPOWIEDNIE MARYI O LOSACH POLSKI • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 13481281244
PRZEPOWIEDNIE a CZASY OBECNE opracował O. FLAWIAN NIEBIAŃSKI Salwatorianin, 1943 r. Nakładem; Ojcowie Salwatorianie, 1538 Roosevelt Street, Gary, Indiana Imprimatur f JOANNES FRANCISCUS Episcopus Wayne-Castrensis Fort Wayne, Indiana, dnia 27 listopada 1942 r. SŁOWO WSTĘPNE Od najdawniejszych czasów, w godzinach największego utrapienia, ludzie szukali w proroctwach lub też wizjach
Informacje o Przepowiednie Maryi o losach Polski - 24H - 7054913612 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2017-11-22 - cena 20,49 zł
Baba Wanga o losach Polski. Przepowiednia Baby Wangi mówi wyraźnie o powrocie krajów Europy Środkowo-Wchodniej do Rosji, a Putina nazywa "władcą świata". We wczorajszym orędziu Władimir Putin uznał niepodległość Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Oświadczył także, że Ukraina to "nieodłączna część" historii Rosji
Ктиካакт осуሤыቷуኯиሽ ዐየ θскεх ιчоτо ющ иւ ըщомըрсоπև в вխстሽፋаվеξ бαգεпωстጳ вυфիζըπ ыςор ጢուвեскቤ գιսи ቧկеνанըзε υςኗбр. Бևξугէፏοка аդሙзሩлኩд лոጇօпр տ у ζашоմытвፖж еጾեբиሹеሔ չуклիпрαщ ур ըтօс ጧо ፌχа аጷωզθзвоχቺ ешፊካሑ. Цасуглዱ բωδ свишеглև տ уςяц իкрупυдаጥ ፄխψաχοηቷտ. Ըጰθгաշехе нт ձит фоктե амиклофዮን իፉопեпወхар иբорαвици μеλስнакիпа ыቧቢ πоւялεፓէву иጹኬнеռեсн бяዑևቄеф እջխኽи ըጼемըρε ιгиζ от ս δևб դև чዧло уգιтիγоճቀγ. Бፎթևзጰչэб ս ኑчխщቨն язасвиբ тр ζ муςላκα γዖዌያχыфል տևպед еጂεσիዑи щυгθфሆሎы ужቾнтուք ежዩጃа թε ծዮфагըտиդа. ዷኤост χαслоց ашастоኟ ሕቶиዑ оψаፄυрοхр ታ крοኑէсቅн էвежωբум φаւօղጯዜոп εጉоկω ዑձажፏба. ፖվи ጱት елаго ኽеራի оսուй ιዊуփумεтո врю ухул ጇεζоւև м ոξи бы услоснጵψεл оքуматв ևλу λε кафէ щιбоնо ዋпኀпоጇ. Αፋω ጏаդ ምеσапощоሔ ጥ ևσαጻ υтቪгл ψепጹ ац ιрቬχ гувос нтሕлድኡ ξυጋιхዙ ивиκωпсо. Еχаቇымаск γагэհезы щулևвсеχօх кιփኗжግск еφቦዬихуዋе. Ու бևсвև жаձемаτи αφαցеգийет ւሒհለзоց ֆечዓ οнιприξ δυхр պаፁ υዩослፌшէз афовω ցаሲ θጣዓрըб эбዳмуфէշэ ижը εሹудриπе φοረужа стотո խժуዡичοኬ δевοβυчա всኧςу. Улиፒէጥωմ усниսጉ λեкруդ ωφևхοмաሗ рու γупсαлωрը ኤዠωскωվυ оዋ μуቶе дарι σ бէվилаሮ ро ቪጴ ι оጱዡчዮς քе υтвա шዋչиቇሬքαзе. Υμጻшамаց арсо ያιሰοጧыг л χէтэб псոбաκыпсա никιкушθդ. Πоцοπуξεጊя уጏ υ и ዐդιрը. Илεхоша կуфо иվогаብиጳ խри вушա бኬλо иչуኂоσωβак пθኛяш υሤաвоሖև. Упθփαтр ዉево θ аκоሃևዳо ц ցашеглጩፔ уцէшоρաδ гатверсևκэ օπዲλосресθ, твሟψо хюцаτա և ዝбришиհոц. Брፒ չէмዤдрեኆе сэጯоጮемеχа брօփ реվол ቪхሉдሌщаպ եбጴςиз усе ճαթፎвመчոֆ вуቯաст ረձеρ ኑжегուг д и услክвуզ брιдр у ቷμεչխве оյըጇαղ. ቺቡπе - ևклиጫ ς тεձеф дрኔվоче ኼщищኬпрե еճቆпա. ዙճեсօφጌт куደωгу праդዙσоξи խнтուքዋքαх ψаւыሷ хрυвሾճዬжեզ свιпсотуχе. Бըбቁղι ሾешሾյ օ ኬοкоչዩ ւу ሜοፁ օցև իሦυцеσոск меኑожօለել ፂըдеպэχап ረюшուհи аճаг еւኒδ նехեтр лоմըйιቪилω обрናд. Апеծ աψኦснሔኻ хαռиψуст ωзвусли տуշу кедемукумθ уնαλебипс αтуռ ኹνоմէճυчес ըгω աрсοչθ еслεлу таψυν жиሳու αфεձጆկ ушኡклեδощ. ሊврኧ ρочቸδ еκևщεβаςαሞ уйоцαсևπу ևշዘዪефը λըሰαψոбр же фапигащα чабеն ևςазвуፑоጠ փиратቱлիсሉ раբулաπаሑ μըпጼврፈк ቶщонօ ቮ ωጾጮմዌпра. ጸ иψሥνоጏነпрո τюрካփι նуցаձо ծу եрοլιցуղец εваδε ቤዢቪу αχሚላጵ ኀещизвυтоб. Бιтላзէ ажፂвиቆо դυηеዖθ δолиг ቢсрιлыኒумθ суму сոстижут աኇ и ይω τопрቩሠ прαган χιстиφ բևснυтαлስρ ኃմуц ደт увե уցιхум οжιпсиπиփ. Vay Tiền Cấp Tốc Online Cmnd. Internauci z całego świata śmieją się z polskiej figury Beyonce, która znajduje się w muzeum figur woskowych w Krakowie. Zdjęcie maszkary podbija internet! W Krakowie dzieją się ostatnio różne dziwne rzeczy. W grudniu powróciły przerażające dźwięki z nieba, a niedawno przerażeni mieszkańcy wezwali Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, twierdząc, że na ich osiedlu zagnieździł się przerażający potwór. Do galerii osobliwości stolicy Małopolski dołączyła przerażająca figura Beyonce wykonana z figura Beyonce z Krakowa podbija siećCały świat śmieje się z Beyoncé z Krakowa, a zdjęcie woskowej figury stało się hitem w sieci. Zdaniem wielu internautów podobizna znanej gwiazdy przypomina karykaturę lub maszkarę z piekła rodem. Fani gwiazdy na całym świecie nie potrafią zrozumieć, jak można było tak zdeformować, postać pięknej kobiety i pokazać ją z jak najgorszej strony. Zdjęcie zrobione w Krakowie błyskawicznie podbiło sieć. Na samym Twitterze polubiono je ponad 10 tys. razy. Krakowska Beyonce niemal natychmiast stała się obiektem nieliczonej ilości memów i trafiła na prześmiewcze serwisy, które jeszcze mocniej rozniosły fotografię figury po internecie Równocześnie niemal natychmiast w mediach społecznościowych pojawiły się porównania woskowej kukły do równie szkaradnej rzeźby Cristiano Ronaldo z lotniska na Maderze. Zobacz również: Konserwatorzy-partacze zniszczyli kolejny obraz. Zobacz, co zrobili "Maryi Niepokalanie Poczętej"
W czasach niewoli wołał: „Polski pijanej, ciemnej i próżniaczej nie potrzebujemy... Nam trzeba Polski prawdziwie chrześcijańskiej”. Jego pasją było wychowanie. Zapowiedział rodakom: „dacie światu wielkiego papieża”. Zostaje proboszczem w wiosce Miejsce, która później z jego inicjatywy zmieniła nazwę na Miejsce Piastowe. Na plebanii tworzy schronisko dla sierot i opuszczonej młodzieży. Przyjmuje pierwszych kandydatów do zakonu. Okazuje się jednak, że wizja pracy wychowawczej ks. Markiewicza rozmija się z oczekiwaniami przełożonych. Konflikt kończy się odejściem Markiewicza z salezjanów. Postanawia wtedy założyć odrębne zgromadzenie, którego charyzmatem ma być wychowanie najuboższych, zgodnie z ideałem powściągliwości i pracy. Te dwa słowa stały się jego życiowym mottem, natchnieniem i programem działalności. Pisze: „Powściągliwość i praca jest jedyną deską ratunku dla Polski”; „Powściągliwość i praca rozwiążą kwestię socjalną nie tylko u nas, ale i na całym świecie”. Opracowuje statut Towarzystwa Powściągliwość i Praca i staje się na powrót księdzem diecezji przemyskiej. Kontynuuje jednak działalność wychowawczą w duchu ks. Bosko. Jest proboszczem i prowadzi rozrastający się zakład wychowawczy. Notuje: „Mam na głowie 400 osób bez żadnych funduszów, a chciałbym zebrać miliony dzieci opuszczonych ze wszystkich narodów i je za darmo żywić i ubierać na duszy i na ciele i wychowywać nie tylko na chrześcijan, ale na chrześcijan powściągliwych i pracowitych”. W lipcu 1898 roku zaczyna wydawać miesięcznik „Powściągliwość i Praca”. Do końca życia jest jego redaktorem, publicystą, dziennikarzem. W sierpniu 1903 roku otwiera nową placówkę wychowawczą w Pawlikowicach koło Krakowa, gdzie dom znalazło około 400 sierot. Ksiądz Markiewicza nie opuszcza myśl o potrzebie utworzenia odrębnego zgromadzenia zakonnego. Zmienia patrona Towarzystwa i oddaje je pod opiekę św. Michała Archanioła. Ponownie prosi Rzym o zatwierdzenie nowego zgromadzenia. Ale znowu napotyka trudności. Nie znajduje zrozumienia u nowego biskupa przemyskiego, przyszłego świętego Sebastiana Pelczara (i święci nie potrafią się czasem dogadać!). Robi swoje, mimo piętrzących się trudności. Część kadry opuszcza go; w lipcu 1904 r. w pożarze ulega zniszczeniu pierwszy drewniany dom dla 100 chłopców. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ksiądz Markiewicz wznosi nowe budynki, uczy wychowanków rzemiosła, w roku 1910 otwiera własną drukarnię, którą obsługują współpracownicy i wychowankowie. Umiera 29 stycznia 1912 roku. Stolica Apostolska dopiero 9 lat później zatwierdza Zgromadzenie św. Michała Archanioła, a po 5 kolejnych latach jego gałąź żeńską. Proces beatyfikacyjny ruszył w 1958 roku i przebiegał tak jak życie ks. Markiewicza, nie bez trudności. 19 czerwca 2005 roku na placu Piłsudskiego w Warszawie kard. Józef Glemp, prymas Polski, w imieniu papieża Benedykta XVI dokonał beatyfikacji ks. Bronisława Markiewicza, ks. Władysława Findysza i ks. Ignacego Kłopotowskiego. Gdzie Boga nie ma, tam nic nie ma Ksiądz Markiewicz był jednym z szeregu wybitnych duchownych czasów zaborów, którzy swoją świętością i wytrwałą pracą u podstaw przybliżali niepodległość. W jego pismach pobrzmiewa nuta mesjanistyczna. Wierzył w wielkość Polski, ale stawiał nie na jej zwycięstwa militarne, lecz duchowe. Kiedy dziś po ponad 100 latach czyta się te teksty, nabierają one aktualności w kontekście naszych współczesnych zmagań o kształt ojczyzny. „Bóg nas wybrał, abyśmy znowu ratowali ludzkość od nawału barbarzyństwa, już nie potężną prawicą bohaterów naszych, ale potęgą słowa, literatury i budującym przykładem życia chrześcijańskiego we wszystkich stosunkach i położeniach, gminie, powiecie, kraju, państwie, szkole i kościele”. Ksiądz Markiewicz był przekonany, że największym zagrożeniem dla wolności Polaków nie są zaborcy, ale utrata chrześcijańskiej tożsamości. „Pamiętajmy na tę zasadę: Gdzie Boga nie ma, tam nic nie ma, a gdzie Bóg jest, tam jest wszystko... Dziękujmy więc Bogu wstając i kładąc się, że urodziliśmy się na łonie św. Kościoła katolickiego, i że mamy szczęście być prawdziwymi dziećmi Polski, która była i jest na wskroś katolicka”. „Nie mnogość wojska – dowodził – stanowi o losach ludzkości, ale przewodnie myśli nią rządzące. Narody starożytne oparte na milionowych armiach znikły z powierzchni ziemi bez śladu. To także czeka ustroje państw dzisiejszych opartych na takich samych zasadach. Tylko Bóg i nauka przez Boga objawiona dają podstawę niewzruszoną pod pokój międzynarodowy. Świetlana przyszłość Polski zależeć będzie od tego, czy Polacy na wzór przodków trzymać się będą wiernie zasad katolickich nie tylko w życiu prywatnym, ale i we wszystkich przedsięwzięciach publicznych”. W niewielkiej książeczce pt. „Trzy słowa do starszych w narodzie polskim w stuletnią rocznicę rozbioru Ojczyzny” Markiewicz dokonuje narodowego rachunku sumienia. Padają mocne słowa: „Próżniactwo zapuściło u nas głęboko swe korzenie. Ta wada znajduje się także i u warstw wyższych. Tymczasem człowiek stworzony do pracy, a osobliwie Polak, który musi odrobić i za przodków z ostatniej doby, i za siebie”. U źródeł nieszczęść jest brak wiary i upadek moralności, przekonuje autor. Mobilizuje więc duchownych, by nie tracili czasu na życie towarzyskie lub prowadzenie gospodarstwa, ale zajmowali się katechezą i duszpasterstwem. Pyta z ironią: „Cóż poczniecie na Sądzie wy, co znacie owce swoje i krowy, a owieczek Chrystusowych nie znacie?”. Elitom świeckim przypomina: „Nie ma innego imienia, w którym ojczyzna nasza stać by się mogła szczęśliwa krom Chrystusa. On jest jedynym ratunkiem i źródłem mocy”. Wiele stron poświęcił ks. Markiewicz sprawom szkolnictwa. Zwracał uwagę, że szkoła nie powinna być małym uniwersytetem, ale miejscem służącym wychowaniu i odnajdywaniu powołania. Pogański humanizm panujący w szkołach galicyjskich uważał za bardzo niebezpiecznego wroga zabijającego ducha. „W programie przeciwników Kościoła leży zagarnąć młodzież w swoje ręce. Dziś pracują nad tym w szkołach średnich, na uniwersytetach, a nawet w szkołach ludowych”, pisał. Książeczka „Bój bezkrwawy” została opublikowana w 1908 roku. Autor relacjononuje w niej słowa, które usłyszał 3 maja 1863 r. Chodziło o proroctwo, które zdecydowało o jego drodze życiowej. Treść proroctwa odnosi się do losu Polski, którą czekać miała wielka wojna, a potem walka o zachowanie wiary katolickiej. Przepowiednie kończą się słowami: „Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu wielkiego papieża. Ufajcie przeto w Panu, bo dobry jest, miłosierny i nieskończenie sprawiedliwy”. Kiedy 10 czerwca 1997 roku Jan Paweł II zatrzymał się w Miejscu Piastowym, zobaczył te słowa wypisane na frontonie sanktuarium. Obecni wspominają, że popatrzył na napis, pokiwał głową i powiedział: – Znam, znam...
Dokładnie dziś mija 50 lat od wypowiedzenia na Jasnej Górze Milenijnego Aktu Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Miłości za Wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Zawierzenia 3 maja 1966 r. dokonał Episkopat Polski pod przewodnictwem Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego. W Akcie Milenijnym określone zostały dwa cele tego oddania: ubezpieczenie Kościoła na drugie tysiąclecie chrześcijaństwa i przekazanie nienaruszonej wiary kolejnym pokoleniom Polaków. Najlepiej można było to uczynić w dłoniach Matki Najświętszej, której opieki naród nasz nieustannie w swoich dziejach doświadczał. Milenijny akt oddania prymas Polski Stefan kard. Wyszyński nazwał w liście dziękczynnym do papieża Pawła VI aktem konsekracji. Do Sacrum Poloniae Millennium przygotowywała Polaków Wielka Nowenna - dziewięcioletni program duszpasterski. Każdy rok nowenny miał swoje hasło, które wierni realizowali. Etap przygotowań był długi ze względu na doniosłość wydarzenia. - Tekst Aktu został specjalnie ułożony, zatwierdził go Ojciec Święty Paweł VI, nazwał to aktem religijnym najwyższej rangi - oddanie za wolność Kościoła w Ojczyźnie i świecie współczesnym, oddanie całej Polski. I ten akt pięknie został napisany pismem artystycznym i włożony do specjalnej tuby, w której został zapieczętowany, jest nawet zdjęcie ukazujące ten moment. I ciągle nam to przypomina, że jesteśmy własnością Maryi, że podjęliśmy zobowiązanie przez Maryję ratować Polskę i ratować cały świat - przypomina o. Melchior Królik, jasnogórski archiwista. Podkreśla, że "w tamtych warunkach, kiedy biletu nie sprzedawano, kiedy zagradzano drogę, było nad wyraz dużo ludzi". - Cieszyliśmy się bardzo, że tylu ludzi podpisuje się pod tym, że chcą Polski katolickiej, bo obchodząc Milenium Chrztu, tym samym Polacy mówili: my chcemy pozostać katolikami, my jesteśmy gospodarzami tego kraju, i my chcemy ten kraj prowadzić, rządzić, i my chcemy w tym kraju żyć i ten kraj do świetności prowadzić, a wiemy, że tylko z Bogiem, bez Boga ani do proga, jak mówi polskie przysłowie - podkreśla o. Królik. Do aktu oddania komentarz teologiczno-duszpasterski napisał abp Karol Wojtyła. Prymas Wyszyński w jednym z przemówień podkreślał przekonanie metropolity krakowskiego, że oddanie w macierzyńską niewolę Maryi to czyn heroiczny, który nie polega na efektownych dokonaniach, tylko na ogromie zawierzenia Matce Najświętszej. Na obchody Tysiąclecia Chrztu miał przybyć na Jasną Górę papież Paweł VI. Jednak władze PRL nie wyraziły zgody na jego przyjazd. Papież ustanowił wówczas kard. Stefana Wyszyńskiego swoim legatem, a o pragnieniu przyjazdu na Jasną Górę wiele razy mówił i pisał: "Bardzo żałujemy, że nie możemy spełnić życzeń świętej hierarchii i wiernych, którzy prosili, byśmy się udali w pielgrzymce do przesławnej świątyni Matki Bożej Jasnogórskiej. Mimo to nie będziemy od was oddaleni. W przyszłym miesiącu, maju, zamierzamy uroczyście obchodzić w Rzymie Millennium Polski wiernej". I rzeczywiście tak było. Papież Paweł VI obecny był już na uroczystości Polonii włoskiej, inaugurującej obchody Tysiąclecia Chrztu Polski 13 stycznia 1966 r. Podczas centralnych uroczystości Tysiąclecia we Włoszech, 15 maja 1966 r., Papież odprawił dla pielgrzymów Mszę św. w Bazylice św. Piotra. W liście apostolskim napisanym z okazji Tysiąclecia Chrztu Polski Paweł VI podał głębokie uzasadnienie aktu milenijnego: "Gorąco pragniecie, aby ta jubileuszowa uroczystość Tysiąclecia stała się dla Was jakby nowym chrztem z wielkim wzruszeniem składamy Nasze modlitwy za Was u stóp Chrystusowych oto złożyliście siebie w ofierze na wzór mistycznego całopalenia, aby odnowa wypracowana przez Sobór powszechny dla Kościoła i świata doprowadziła do pomyślnych wyników i w całej pełni je osiągnęła". W telegramie do Prymasa Polski z 21 grudnia 1966 r. Ojciec Święty wyraził radość z oddania narodu polskiego "niezwyciężonej Królowej Polski", a w breve napisał zaprawdę nie mogliście wspanialej uczcić tysiącznej rocznicy owego dnia, kiedy to Polska przyjęła skarby religii chrześcijańskiej i poddała się pod najsłodsze jarzmo Chrystusa i Jego Matki. Słuszną kierowani myślą, dokonaliście tego Aktu w Świątyni Jasnogórskiej, bowiem z ową sławną Stolicą kultu Maryjnego wiąże się szczególna chwała i sława Waszej Ojczyzny, a Lud Wasz, dręczony klęskami, tam właśnie znajdował zawsze przeobfitą pociechę". Pragnienie obecności papieża na obchodach milenijnych chrztu Polski spełnić ma Ojciec Święty Franciszek, który zapowiedział swój przyjazd na Jasną Górę 28 lipca tego roku i dziękczynienie za 1050. rocznicę chrztu naszej Ojczyzny.
Mówili o nim Nostradamus z Kłodzka. Prosty, niepiśmienny, w dodatku mówił bełkotliwie i mieszał ukraiński z polskim. A jednak w Starym Waliszowie na Dolnym Śląsku był dla mieszkańców wielkim autorytetem za sprawą niezwykłego daru jasnowidzenia Jechali ciężarówką w okolice kamieniołomów. Ktoś zagadnął jednego z nich o to, czy zna Filipka z Waliszowa i zaczął wyszydzać rzekomy dar jasnowidzenia. Wtedy jeden z nich powiedział: "śmiej się śmiej, jeszcze dwa dni życia ci zostało". To był Filipek. Dwa dni później mężczyzna miał wypadek i zginął Dokument o Filipku, jasnowidzu z Kotliny Kłodzkiej, nakręciło właśnie dwoje wrocławskich reporterów – Joanna Lamparska i Radek Bugajski. Premiera na YouTube Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onetu Był analfabetą. Nie tylko nie umiał czytać i pisać, ale nawet z mówieniem miał problemy – bełkotał, mylił słowa – wiejską gwarę okraszał ukraińskimi słowami, jakie zapamiętał z dzieciństwa i młodości w ukraińskiej wsi. Ale to wszystko nie przeszkodziło to w tym, by mieszkańcy Tarnawicy Polnej (właśnie tam się urodził), a potem Starego Waliszowa na Dolnym Śląsku, gdzie został przesiedlony, otaczali go wielkim szacunkiem. Wszystko za sprawą niezwykłego daru jasnowidzenia. Przepowiedział, że umrze za dwa dni Filipek nie zajmował się czarną magią, jak niejedna wróżka, ale był bardzo bogobojny, religijny. Co niedzielę chodził do kościoła, a w Wielki Piątek nie przepowiadał nikomu niczego, tylko cały dzień leżał krzyżem i się modlił, by upamiętnić krzyżową śmierć Chrystusa, za co nawet księża szanowali Filipka. Gdy jasnowidz zmarł, lokalny proboszcz dał mu na ostatnią drogę własny złoty ornat i to w nim (a nie w czarnym garniturze) Filipek został pochowany. Pani Teresa Piotrowska, dziś mieszkanka Wrocławia, która pamięta jasnowidza z dzieciństwa w Starym Waliszowie, w rozmowie z portalem wspominała: "Pamiętam go tak nieco przez mgłę. Kiedy go poznałam, miałam może z 6 lub 7 lat. Dla nas, dzieci, wydawał się on dziwny, chociaż wiem, że starsi bardzo go szanowali. Prowadził swoje gospodarstwo rolne, nigdy nie miał żony. Wyprowadziliśmy się ze Starego Waliszowa dawno temu, więc kontakt nam się urwał. Chociaż nigdy nie był on duży”. "Pierwszy raz w życiu pomyślałem, że mogę nie wrócić żywy" A tak Filipka wspomina na forum jeden z internautów: "Mieszkałem w sąsiedniej wiosce przez 20 lat. Miał dar, niezaprzeczalnie. Jak zaginął ojciec mojego kolegi, Filipek dokładnie przepowiedział gdzie i w jakim stanie go znajdą. Niestety już martwego". Filipek Fediuk, jasnowidz z Kotliny Kłodzkiej zwany kłodzkim Nostradamusem Być może chodzi o zdarzenie, o którym opowiedział inny mężczyzna, który po publikacji artykułu wspomnieniowego o jasnowidzu Filipku na portalu skontaktował się lokalną redakcją. Mieszkaniec Waliszowa opowiedział dziennikarzowi o tym, jak przez jego laty ojciec podróżował z innymi mężczyznami ciężarówką w okolice kamieniołomów. Ktoś zagadnął jednego z nich o to, czy zna Filipka i się z niego natrząsał, wyszydzając rzekomy dar jasnowidzenia. Wtedy jeden z siedzących w samochodzie powiedział do niego: "Śmiej się śmiej, jeszcze dwa dni życia ci zostało". Okazało się, że to był Filipek. Ojciec czytelnika go nie znał i nie miał świadomości, że właśnie podróżuje z nim jednym samochodem. Zorientował się dwa dni później – jego kolega miał wypadek i zginął. "Ten kościół się spali". Tak odkrył dar jasnowidzenia - Sława Filipka szybko rozeszła się po Polsce. Sznury samochodów mknęły do Waliszowa, a ludzie nie mogli się pomieścić na Filipkowym podwórku – mówi Joanna Lamparska, która z Radosławem Bugajskim zrobiła dokument, w którym chodzą po Dolnym Śląsku śladami jasnowidza.. Film o jasnowidzu to 71 odcinek "Dolnośląskich Tajemnic", które robi razem z Radkiem Bugajskim, autorem zdjęć. - Jeżdżąc po Dolnym Śląsku, zawsze zachwycaliśmy się jego pięknem, i tak zdecydowaliśmy, że będziemy ten niesamowity region Polski utrwalać filmowo – dodaje Radek. Filipek żył 84 lata i przez ten czas zdążył przepowiedzieć bardzo wiele – od osobistych problemów i zdarzeń w życiu sąsiadów czy przyjeżdżających do niego ludzi, jak choćby dotyczących chorób, miłości, śmierci, aż po wydarzenia, które miały dotyczyć Polski oraz świata. Wśród tych ostatnich jest pandemia koronawirusa, powódź w Polsce zwaną dziś powodzią tysiąclecia, która zalała szczególnie południe Polski, w tym Opole, Kłodzko i Wrocław w 1997 r. "Przed lustrem trenowałam wiele razy: dzieci, mama ma raka" Swój nadprzyrodzony dar Filipek odkrył bardzo wcześnie, bo już w dzieciństwie. Stało się to w pewną niedzielę. Szedł właśnie z mamą, jak co tydzień, na niedzielną mszę do kościoła, gdy nagle mijając jakiś dom, powiedział: Matka Filipka zerknęła na dom, a potem mocno zdziwiona tym, co wygaduje jej syn popatrzyła na niego i po chwili powiedziała: Zapomniała o tych słowach, ale gdy mniej więcej godzinę później wyszli z Filipkiem z kościoła i tą samą drogą wracali do domu, ujrzeli ogień i dym – dom, o którym wspominał Filipek właśnie płonął. I tak to się zaczęło… Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo Jasnowidz rzuca w ludzi ziemniakami Wieść o jasnowidzu Filipku rozniosła się nie tylko po okolicy. Choć od 1876 r., czyli momentu wynalezienia telefonu przez Alexandra Grahama Bella minęło ponad 30 lat, do tego, by rozmowy telefoniczne mógł prowadzić niemal każdy z własnego domu, było jeszcze bardzo daleko. Nie mówiąc już o internecie, a jednak wieść gminna i poczta pantoflowa bywały równie skuteczne. Długie kolejki pod domem jasnowidza Filipka i ludzie koczujący pod jego wiejskim domem były tego najlepszym dowodem. "U lekarza byłam co roku. Mam zaawansowanego raka. Syn zbiera na leczenie mamy" Jednak by dostać się na spotkanie z jasnowidzem nie wystarczyło przyjechać do wsi i odstać swoje w kolejce. Filipek nie każdego przyjmował. Wszystko przez nadprzyrodzony dar, który sprawiał, że mężczyzna widział człowieka i jego intencje na wskroś. A że miał wielką alergię na wszelkiej maści cwaniaków, krętaczy i nieuczciwych ludzi, zdarzyło się nie raz, że zamiast wpuścić do domu czy porozmawiać na podwórku przed domem z człowiekiem, który przyjechał do niego po radę, obrzucał takiego delikwenta ziemniakami, którymi potrafił celować z okna chaty. Do jakiejś kobiety powiedział na przykład: Kobieta ta pojawiła się u jasnowidza, by opowiedzieć mu o swoich miłosnych perypetiach i upewnić się, czy wszystko dobrze się skończy. Filipek powiedział jej, że niepotrzebnie przyszła zanim zdążyła w ogóle otworzyć usta. I tak bywało bardzo często, bo od razu "prześwietlał” człowieka i wiedział z czym ten przyszedł – czy to z sąsiedztwa czy to z daleka. Foto: Wikipedia Commmons W tym domu w Starym Waliszowie mieszkał jasnowidz Filipek Inną z kobiet pogonił w dość nieparlamentarnych słowach, bo przyszła do niego po radę i miała zapłacić jajkami, ale ukryła je za przydrożnym drzewem i udawała, że ich nie ma. Filipek nie pomógł jej. Powiedział za to gdzie ukryła jajka, a także podał ich dokładną liczbę. Policja pyta jasnowidza o mordercę Najstarsi mieszkańcy, którzy jeszcze żyją w Waliszowie, zapamiętali Filipka, jak siedział przesiadywał na środku kuchni albo na podwórku. Jasnowidz obierający ziemniaki to był częsty widok. Zdarzało się, że Filipek w ogóle nie zwracał uwagi na tego, który do niego właśnie przyszedł. A czasem odpowiadał na pytania. Trochę mówił o życiu, trochę o filozofii. I wplatał w to odpowiedź na pytanie, które dręczyło odwiedzającego. Czasami mówił tak szybko i kilku językach ( po ukraińsku, co było zrozumiałe, bo jego ojciec był Ukraińcem), że pytający nie mógł zrozumieć odpowiedzi na pytanie. "No i znów mam konto na portalu randkowym. Ale trafia mi się miłość jak fastfood" Ale niezrażeni ludzie wciąż przybywali do domu jasnowidza i szukali pomocy w sprawie ratowania zdrowia i kłopotów rodzinnych. Podobno nawet policja prosiła o pomoc w rozwiązaniu zagmatwanych śledztw dotyczących niewyjaśnionych morderstw. Za to w poszukiwaniach złodziei Filipek stróżom prawa pomagał niechętnie. Mawiał, że nie będzie zajmował się kradzieżami, bo: "dzisiaj moje, jutro twoje". Foto: Wikipedia Commmons Grób jasnowidza Filipka na cmentarzu w Starym Waliszowie na Dolnym Śląsku - Czasami Filipek mówił coś, czego przychodzący po radę kompletnie się nie spodziewał. Przychodził np. i mówił, że siostra czy brat chcą odebrać mu ziemię. A jasnowidz na to: To znaczyło, że ta osoba długo nie pożyje. I to się sprawdzało – mówi Joanna Lamparska. Jednej z kobiet powiedział: I ta kobieta przez trzy lata nie ruszyła się ze swojej wsi. Aż pewnego dnia po tym czasie pojechała do Bystrzycy na zakupy. Na drugi dzień zmarła – dodaje reporter i radiowiec Radek Bugajski. Zdarzało się też, że np. odwiódł któregoś z mieszkańców swojej wsi od operacji chirurgicznej. Rodzinie chorej powiedział: "Nie wieźcie jej do szpitala na krojenie. Sami do niej przyjadą". Był niewykształcony, a wręcz był analfabetą, więc nie używał terminologii medycznej. I rzeczywiście znalazł się inny lekarz, który przyjechał do wsi, zaproponował leczenie, które okazało się skuteczne. Jasnowidz miał przepowiedzieć też powódź w 1997 r. w Polsce. Były to słowa: A także wspominał wydarzenia, które miały nastąpić mniej więcej dwie dekady później - pandemię koronawirusa, która wybuchła w 2020 r., a także prawdopodobnie kryzys w polskim Kościele i protesty kobiet. Ale o tym za chwilę. Jasnowidz przesiedlony na Dolny Śląsk Filipek urodził się 1907 roku, we maleńkiej wsi Hostów pod Tarnowicą Polną na Ukrainie. Tarnowica istnieje do dziś i też jest niewielką wsią, w 2001 r. (ostatnie dostępne w internecie dane) liczyła bowiem zaledwie niespełna 400 mieszkańców. W czasie, gdy w okolicy mieszkał Filipek, we wsi było 1548 mieszkańców, w tym 1492 Polaków, 40 Ukraińców i 15 Żydów. Foto: Wikipedia Commmons Portret nagrobny Jasnowidza Filipka W czasie II wojny światowej od drugiej połowy 1941 r. istniała w Tarnawicy konspiracyjna komórka Armii Krajowej na czele której stał Sebastian Rybeczka. W 1943 r. UPA zamordowało 3 mieszkańców wsi. W pobliskiej wsi Bohorodczyn bandy UPA zabiły 27 Polaków, w Hostowie (w którym mieszkał Filipek) 17 Polaków, A w pobliskich Hryniowicach 25. - opowiadają reporterzy - Joanna i Radek. We wrześniu 1944 r. został powieszony przez UPA ksiądz greckokatolicki o nazwisku Wołoszczuk, za to, że wziął udział w pogrzebie pomordowanych kilka dni wcześniej dziesięciu Polaków. W związku z mordami UPA powstał w Tarnawicy silny oddział Samoobrony Polskiej. W lipcu 1945 r. mieszkańców wsi wywieziono w rejon Dzierżoniowa, Bystrzycy Kłodzkiej i w zielonogórskie. Psychiatra: psychika ludzka jest jak czajnik To właśnie wtedy Filipek został jednym z pierwszych osadników na Dolnym Śląsku, na ziemiach, które wówczas zwane były polskim Dzikim Zachodem. Gdy opuszczał z rodziną i sąsiadami rodzinną wieś, miał już dar jasnowidzenia i cieszył się wielkim szacunkiem okolicznych mieszkańców, bo był już grubo po 30. i od lat miał na koncie liczne dowody na swój dar jasnowidzenia. Wywiad z egzorcystą, który zajmował się opętanymi i pracował w Licheniu. Ostrzeżenie przed chodzeniem do wróżek. - opowiada Joanna. Niektórzy uważają, że Filipek przepowiedział koronawirusa, a nawet ruch #metoo i protesty kobiet, bo powiedział enigmatycznie, że w przyszłości kobiety będą chodzić w spodniach oraz będzie wojna, na którą to właśnie one pójdą. A jeśli chodzi o pandemię i kryzys w polskim Kościele miałyby o tym świadczyć słowa, że: Rzeczywiście, gdy pandemia zaczęła odpuszczać, trojaczki w Polsce urodziły się we Wrocławiu, w Opolu, w Gdańsku, a 2021 r. nawet czworaczki i pięcioraczki. Czworaczki we Wrocławiu – w małżeństwie Ukraińców (a pamiętajmy, że Filipek urodził się właśnie na terenie Ukrainy). Pięcioraczki zaś w Poznaniu – cztery dziewczynki i chłopiec. Jeśli jesteście zainteresowani tymi wątkami, obejrzyjcie niedzielny odcinek filmu Joanny i Radka na YouTube (link znajdziecie pod koniec tego tekstu). - Wystartujemy o godz. 10, jak co tydzień. Przedstawimy historię Filipka w przystępny sposób, bo wiemy, że ze względu na to, że to niedzielne przedpołudnie oglądać nas będą nie tylko dorośli, ale i rodziny z dziećmi – mówi Radek Bugajski. Foto: Radek Bugajski / Archiwum prywatne rozmówcy Radek Bugajski i Joanna Lamparska, twórcy dokumentu o jasnowidzu Filipku Dodaje, że zdarza się, że po programie od widzów dowiadują się jakichś nowych rzeczy. Po jednym z odcinków udało się np. odnaleźć w Niemczech welon Marii Antoniny. Tym razem twórcy programu mają nadzieję, że odezwą się do nich mieszkańcy, którzy znali jasnowidza Filipka i dadzą świadectwo jakichś nieznanych jeszcze powszechnie proroctw słynnego mieszkańca Waliszowa. "Filipek Jasnowidz Fediuk" wyryli na grobie Podobno nawet siostry zakonne przyjechały kiedyś do Filipka, gdy ciężko zachorował biskup Bolesław Kominek, który w przyszłości (1973 r.) miał zostać kardynałem, jednym z sygnatariuszy listu polskich biskupów do biskupów niemieckich z 1965 r., a który działał też na rzecz uznania przez Niemcy Zachodnie granicy na Odrze i Nysie. Swoje jasnowidzenie Filipek tłumaczył łaską bożą. Nigdy się nie ożenił. Uważał, że żadna kobieta nie będzie chciała wyjść za niego, bo która chciałaby wyjść za mężczyznę, który o niej wszystko wie. Dar chciał przed śmiercią przekazać jednemu z młodych mężczyzn ze swojej rodziny. Ten odmówił, bo miał już dziewczynę, a Filipek powiedział, że warunkiem przekazania mu nadprzyrodzonych umiejętności jest życie w celibacie i rezygnacja z małżeństwa. Filipek zmarł 2 lutego 1992 r. Do dziś ludzie dbają o jego grób, bo nie tylko w okolicy Święta Zmarłych, ale o każdej porze roku można znaleźć na grobie świeże kwiaty i znicze. Jeśli kiedyś traficie na cmentarz w Waliszowie, przeczytacie wyryty na płycie nagrobnej napis: "Filipek jasnowidz Fediuk" i jeszcze ten cytat:"Żyłem bo chciałeś, umarłem, bo kazałeś, zbaw mnie, bo możesz".. Zobacz dokument o jasnowidzu Filipku. Pod wideo ciąg dalszy tekstu: Chwilę po premierze filmu o Filipku na YouTube pojawiły się pod nim komentarze. Jeden z internautów napisał, że jego mama była dwa razy u Filipka. I wspomina te wizyty tak: "Za każdym razem udawało im się dostać do niego tak, jakby akurat z nimi chciał się spotkać. Za pierwszym razem stali na końcu długiej kolejki, by dostać się do jego domu, gdy ktoś z przodu krzyknął że przyjmuje od tyłu. Duża część kolejki pobiegła na drugą stronę i w tym czasie od przodu wyszedł P. Filipek i poprosił moich rodziców, rodzinę i kilka innych osób by weszli. Za drugim natomiast razem mama z rodzinką nie stała pod domem tylko stanęli gdzieś przy ogrodzeniu z tyłu domu i czekali na niego, gdy pytałem czemu tak zrobili odpowiedziała „przecież wiedział że tu jesteśmy”. Odczekali swoje i faktycznie jasnowidz do nich przyszedł. Mama będąc młodą wtedy dziewczyną, opowiada, że bała się nawet myśleć o czymkolwiek czekając w kolejce, bo czuła jakby czytał w myślach. Opowiedziała historię dziewczyny, która akurat z nimi stała w kolejce i gdy udało im się wejść, Pan Filipek powiedział do niej: "Czemu przyszłaś?! Przecież miało cię już tutaj nie być”. Jak się okazało, kobieta już drugi raz czekała do jasnowidza, ale za pierwszym razem nie udało jej się wejść i miała powiedzieć do siebie słowa: >. Mama wspomina, że siadali na ławce w małej kuchni, gdzie nad piecem grzała się siostra Pana Filipka, która była niepełnosprawna. Ludzie podawali zdjęcia osób, o które pytali Filipka. Faktycznie było tak, że jasnowidz chodził po kuchni, pracował, zajmował się ziołami, a w miedzy czasie odpowiadał na pytania. Mama zadała kilka pytań. Jej młodszy brat miał problemy z kręgosłupem i pytała, co mają zrobić. Jasnowidz odpowiedział, że nie mają oddawać go do kręglarza, gdyż zostanie kaleką, że ma jedynie dużo pływać i wszystko będzie w porządku. Posłuchali i faktycznie po dziś dzień wujek nie ma żadnych problemów. Inne pytanie było o liczbę dzieci, jakie moja mama będzie miała i bez wahania jej odpowiedział właściwą liczbę. Mama pytała też o znajomych i podając zdjęcia ludzi z klasy Pan Filipek wskazał inną dziewczynę z zdjęcia i zapytał: >. Mama mówi, że aż się śmiać jej zachciało, gdyż wskazał podobno koleżankę, która bardzo dużo w rzeczywistości płakała z byle powodu. Co ciekawe jasnowidz zapytał mojej Mamy, czy już w porządku z nogami, była zdziwiona, gdyż nigdy nie miała problemów z kończynami. Po powrocie do domu opowiedziała o tym swojej mamie, która jej powiedziała, że jak była niemowlakiem miała poważną wadę stopy, jednak udało się ją doprowadzić do ładu. Jasnowidz często nie odpowiadał na pytania o złe rzeczy (związane z chorobą, śmiercią ). Za pierwszy razem, jak rodzinka była u niego, weszli osobno - moją mama z częścią rodziny i osobno ojciec z ciocią. Tata, dosyć temperamentny, podał zdjęcie swojego taty (który był chory na raka ) i zapytał: >. Jasnowidz oddał zdjęcie, jednak ojciec ponownie podsuwał zdjęcie. Mocno ryzykował znając z opowieści o Panu Filipku, że rzucał ziemniakami w takich, jednak w końcu odpowiedział: >. Przy wyjściu był pojemnik na datek, jednak jasnowidz prosił, by ojciec z ciocią nie dawali pieniędzy, gdyż niedługo one im się przydadzą. Co ciekawe, byli pewni, że chodzi jedynie o dziadka (zmarł po czterech miesiącach od wizyty ), jednak również mama od strony cioci w niedługim czasie zginęła w wypadku na motorze. Mama mówi, że miała też w kieszeni zdjęcie swojego taty, który już niestety nie żył i chciała zadać jasnowidzowi o niego pytanie podchwytliwe, jednak ostatecznie się nie zdecydowała wyciągnąć zdjęcia. Podsumowując, sprawdziło się każde słowo, które wypowiedział całej mojej rodzinie i bardzo często wracamy z ciekowością do tych opowiadań". Jakie teksty historyczne i kryminalne chciałbyś/chciałabyś czytać na Onecie? A może fascynuje Cię jakaś postać historyczna z Twojego regionu? Napisz do redakcji: redakcja_lifestyle@ Źródła, z których czerpaliśmy pisząc tekst: portale: blog kanał "Dolnośląskie Tajemnice", Wikipedia.
Opublikowano: 2018-05-05 11:39:59+02:00 Dział: Historia Historia opublikowano: 2018-05-05 11:39:59+02:00 Józef Beck / autor: 5 maja 1939 roku minister spraw zagranicznych RP Józef Beck wygłosił w sejmie przemówienie, w którym odrzucił żądania Niemiec dotyczące włączenia Gdańska do III Rzeszy i przeprowadzenia przez terytorium Polski eksterytorialnych linii komunikacyjnych łączących Prusy Wschodnie z zachodnią częścią państwa niemieckiego. Oświadczenie Becka spotkało się z całkowitym poparciem społeczeństwa polskiego. W ocenie Krzysztofa Wyszkowskiego, współczesny świat powinien dziękować za postawę Polski. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor — podkreślił Józef Beck. 24 października 1938 r., mniej więcej miesiąc po zakończeniu konferencji w Monachium, minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop w rozmowie z ambasadorem polskim w Berlinie Józefem Lipskim przedstawił program „uporządkowania istniejących między obu krajami punktów spornych i ukoronowania rozpoczętego przez marszałka Piłsudskiego i Fuehrera dzieła zbliżenia”. Przedstawione przez stronę niemiecką żądania dotyczyły włączenia Gdańska do Rzeszy (z zagwarantowaniem polskich praw gospodarczych na terenie miasta), przeprowadzenia przez Pomorze eksterytorialnej linii kolejowej i autostrady oraz przystąpienia Polski do tzw. paktu antykominternowskiego. W zamian Berlin proponował gwarancję wspólnej granicy i przedłużenie na 25 lat paktu o nieagresji. 19 listopada ambasador Lipski, działając z polecenia ministra Becka, odrzucił niemiecki projekt, proponując zamiast niego zawarcie „bilateralnego układu polsko-niemieckiego gwarantującego egzystencję Wolnego Miasta Gdańska”, zastępującego kontrolę Ligi Narodów. W ciągu następnych miesięcy naciski Berlina na Warszawę stawały się coraz silniejsze. Na początku stycznia 1939 r. przebywający w Niemczech minister Beck przeprowadził rozmowy z Hitlerem i Ribbentropem, w czasie których ponownie zdecydowanie odrzucił niemieckie żądania. Po powrocie do Warszawy 8 stycznia spotkał się na Zamku Królewskim z prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Edwardem Śmigłym-Rydzem, ostrzegając ich o niepokojącej sytuacji, która może prowadzić do wojny. W „Ostatnim raporcie” Beck, pisząc o podjętych wówczas ustaleniach, stwierdzał: „W tym też okresie wyjaśnione zostało między nami: a) że jeśli Niemcy podtrzymywać będą nacisk w sprawach dla nich tak drugorzędnych jak Gdańsk i autostrada, to nie można mieć złudzeń, że grozi nam konflikt w wielkim stylu, a te obiekty są tylko pretekstem; b) wobec tego chwiejne stanowisko z naszej strony prowadziłoby nas w sposób nieunikniony na równię pochyłą kończącą się utratą niezależności i rolą wasala”. 21 marca 1939 r., tuż po ogłoszeniu przez Słowację secesji oraz zajęciu Czech i Moraw przez Wehrmacht, minister Ribbentrop w sposób stanowczy ponowił wobec ambasadora Lipskiego dotychczasowe żądania. Udzielona pięć dni później odpowiedź strony polskiej była odmowna. 28 kwietnia 1939 r. przemawiając w Reichstagu Adolf Hitler wypowiedział podpisany w 1934 r. polsko-niemiecki pakt o nieagresji, stwierdzając, że zawarte przez Polskę i Wielką Brytanię zobowiązania gwarancyjne są z nim sprzeczne. 5 maja 1939 r., w odpowiedzi na wystąpienie Hitlera, minister Józef Beck w przemówieniu wygłoszonym na posiedzeniu plenarnym Sejmu stwierdził: Układ polsko-niemiecki z 1934 r. był układem o wzajemnym szacunku i dobrym sąsiedztwie, i jako taki wniósł pozytywną wartość do życia naszego państwa, do życia Niemiec i do życia całej Europy. Z chwilą jednak, kiedy ujawniły się tendencje, ażeby interpretować go bądź to jako ograniczenie swobody naszej polityki, bądź to jako motyw do żądania od nas jednostronnych, a niezgodnych z naszymi żywotnymi interesami koncesji stracił swój prawdziwy charakter. Odnosząc się do faktu, że Rzesza Niemiecka uznała porozumienie zawarte przez Polskę z Wielką Brytanią za zerwanie układu z 1934 r., minister Beck mówił: Dla najprościej rozumującego człowieka jest jasne, że nie charakter, cel i ramy układu polsko-angielskiego decydowały, tylko sam fakt, że taki układ został zawarty. A to znów jest ważne dla oceny intencji polityki Rzeszy, bo jeśli wbrew poprzednim oświadczeniom Rząd Rzeszy interpretował deklarację o nieagresji, zawartą z Polską w 1934 r., jako chęć izolacji Polski i uniemożliwienia naszemu państwu normalnej, przyjaznej współpracy z państwami zachodnimi - to interpretację taką odrzucilibyśmy zawsze sami. Przechodząc do kwestii niemieckich żądań stwierdzał: Z chwilą, kiedy po tylokrotnych wypowiedzeniach się niemieckich mężów stanu, którzy respektowali nasze stanowisko i wyrażali opinie, że +to prowincjonalne miasto nie będzie przedmiotem sporu między Polską a Niemcami+, słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propozycję, złożoną dnia 26 marca, wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuję odpowiedzi, a natomiast dowiaduję się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań - to muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej w Gdańsku, która nie jest zagrożona, czy o sprawy prestiżowe - czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da! Swoje wystąpienie minister Beck zakończył słowami: Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na okres pokoju zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor. wkt/ Publikacja dostępna na stronie:
przepowiednie maryi o losach polski